Jak pomagamy parom w kryzysie?

Właściwie jest już wiedzą powszechną, że związek wymaga ciągłej troski i uwagi, czyli nieustannej pracy. Uważność i zaangażowanie na co dzień są niezbędne, aby para mogła trwać, rozwijać się, nawigować przez nieuchronne kryzysy i aby dawała partnerom oparcie w trudnych dla nich momentach oraz siłę do podążania ich osobistymi ścieżkami rozwoju.

Pozytywne wzorce najszczęśliwiej byłoby po prostu otrzymać w swoich domach rodzinnych, od kochających nas i siebie nawzajem rodziców. Kiedy tak się dzieje, to jest ogromna szansa, że naturalnie będziemy dalej takiej „związkowej wiedzy” używać, a nawet ją rozwijać. A potem przekażemy ją dalej swoim dzieciom, a one swoim… Niestety nie jest to najpowszechniejsza sytuacja, z wielu zarówno społecznych, jak i historycznych powodów. Jeśli parze nie było dane mieć tego szczęścia, dobrze jeśli oboje partnerzy starają się potrzebną wiedzę samodzielnie zdobywać i przenosić później do codziennego życia. Nie za machnięciem czarodziejskiej różdżki, tylko raczej żmudną metodą „tysiąca poprawnych powtórzeń”.

Często jednak pary zwyczajnie nie wiedzą, że można i trzeba się nauczyć zdrowych zachowań w relacjach od swoich początków i mimo łączącego ich nadal uczucia docierają do momentu, kiedy potrzebują już profesjonalnej pomocy terapeutycznej. 

Jak stworzyć dobry związek

Jak pomagamy parze w takim kryzysie?

Odpowiem z perspektywy swojej praktyki w naszym ośrodku w Skierniewicach. Pierwszym krokiem do psychoterapii pary jest konsultacja, czyli wstępne spotkanie służące poznaniu pary, przyjrzeniu się zgłaszanemu problemowi i wspólnemu ustaleniu celu pracy terapeutycznej. Zdarza się, że spotkań konsultacyjnych potrzeba nawet kilka, zanim mogę z daną parą ustalić kontrakt terapeutyczny – czyli to, nad czym pracujemy, w jaki sposób oraz ile sesji proponuję. Dlaczego? 

Po pierwsze, pomaganie parze jest trudniejsze do nawigowania niż pomaganie jednej osobie, ponieważ wymaga uważnego balansowania pomiędzy rozumieniem uczuć i punktu widzenia każdego z partnerów z osobna, tak aby żadne z nich nie poczuło się 'faworyzowane’ czy szczególnie niezrozumiane. Jakiś rodzaj poczucia partnerów, że jako terapeutka konsultująca czegoś nie rozumiem, jest oczywiście nie do uniknięcia. Ważne jest jednak dla mnie, abym nie ustawała w staraniach –
i aby na koniec tych starań oboje partnerzy czuli się przynajmniej tak samo dobrze przeze mnie zrozumiani. To wymaga czasu.

Po drugie, razem z parą przychodzą do gabinetu ich wspólne początki, ich relacyjne radości oraz nieuchronne trudy, sukcesy i dramaty. Poznanie ich na tyle, abym jako terapeutka mogła pomagać parze korzystać z zasobów, razem z parą zidentyfikować szkodliwe mechanizmy oddalające partnerów od siebie i wstępnie zaplanować niezbędną zmianę również wymaga czasu.

Po trzecie – ale nie najmniej ważne – każda para przynosi „w sobie”, nawet jeśli partnerzy nie są tego świadomi, wszystkie powodzenia
i niepowodzenia, których partnerzy doznali w swoich rodzinach pochodzenia. Mocne, ale i słabe strony par, jakie tworzyli ich rodzice.
A także to, czy czuli się dla swoich pierwszych obiektów miłości, czyli matki i ojca, kochani czy niekochani, ważni i widziani czy nieważni i niewidoczni. Czy byli traktowani z wyrozumiałością, czy surowo, czy rodzice umieli ich chronić i dawać poczucie bezpieczeństwa, czy może byli jako dzieci częściej przestraszeni. A może musieli sami się sobą opiekować lub nawet 'ratować’ własnych rodziców czy rodzeństwo. Poznanie tych historii oraz zobaczenie, jak wpływają one na relację pary, która szuka pomocy to kolejna ważna, ale
i czasochłonna porcja pracy w konsultacji. 

Konsultacja dla par

Dlaczego poznanie i uwzględnianie informacji rodzinnych jest ważne w terapii pary?

Uwzględnianie rodzinnego tła problemów w parach ma chyba tak samo „niedobry PR”, jak sięganie do dzieciństwa w terapii indywidualnej. Może częściowo dlatego, że dla nas, praktyków, jest to tak konieczne i oczywiste (oraz potwierdzone w badaniach), że często zaniedbujemy na początku klarowne przekazanie pacjentom, jak będziemy podchodzić do ich historii rodzinnych. 

Osobiście nigdy nie zamierzam stać się oskarżycielem Waszych rodziców, którzy często Was kochali i dbali tak, jak umieli najlepiej. Jestem tylko sprzymierzeńcem Waszego obecnego związku miłosnego –  w którym stare dziecięce rany nieuchronnie się otwierają, kiedy partner / partnerka choć trochę przypomni swoim zachowaniem to, co kiedyś, kiedy byliście dziećmi, było dla Waszego niedorosłego jeszcze aparatu psychicznego  przerażającym doświadczeniem. Doświadczeniem bycia opuszczonym, odrzuconym, niewystarczająco dobrym, samotnym, a nierzadko także doświadczeniem niebezpieczeństwa, przemocy, agresji ze strony silniejszego dorosłego.  Takie stare dziecięce rany zwykle nie zostały wystarczająco zaopiekowane, często były przemilczane, zakryte naturalną potrzebą kochania swoich, starających się przecież i często dających od siebie dużo, opiekunów. Niestety, to właśnie oznacza, że to, co kiedyś tak bardzo bolało, zaboli ponownie – w tym kolejnym, trudnym doświadczeniu budowania bliskości w swojej parze. 

Szczęśliwie najczęściej wspaniałą do odkrycia rzeczywistością jest to, że partner w dorosłości, choć też niedoskonały, naprawdę stara się być teraz przy Tobie. Tak jak umie buduje z Tobą życie, a skoro jesteście na tej ścieżce poszukiwania poprawy, to stara się też razem z Tobą naprawiać relację  – począwszy od tego, że przychodzi na terapię. To zwykle więcej, niż ktokolwiek inny zrobiłby dla Ciebie, bo to właśnie miłość. I od tego możemy zacząć wspólną pracę.

Często, kiedy słyszę, że „to nie o to chodzi, przeszłość już zamknąłem / zamknęłam dawno za sobą, to po prostu z nią / z nim teraz jest mi trudno”, najpierw próbuję to porównać do tego, jakiego języka używamy na co dzień. Mimo tego, że nikt nas przecież nie uczył mówić po polsku (przynajmniej przed szkołą), tylko do nas po prostu mówiono, teraz umiemy mówić po polsku. Jednak bez długiej (wieloletniej!) nauki, nie zaczniemy nagle mówić swobodnie w innym języku…

Tak samo jest z tym, jak „działamy” w relacji. I kiedy nasi rodzice – mimo tego że nas kochali – nie dali nam „dobrego języka parowego”, bo sami czegoś nie umieli, wtedy musimy się tego nauczyć sami. Jeśli musiałeś być zawsze dzielny jako dziecko, może teraz nadal bardzo się starasz, ale za to mniej zajmujesz emocjami swoimi i partnerki? Jeśli ktoś Cię krytykował za często, może teraz słyszysz krytykę wszędzie, a może sama łatwiej zwrócisz uwagę niż pochwalisz? Jeśli kiedyś było niezbyt bezpiecznie lub zupełnie strasznie, może teraz co chwilę boisz się czegoś i na wszelki wypadek atakujesz z wyprzedzeniem? Może jesteś tą stroną, która wierzy, że trzeba działać, rozmawiać, drążyć i aktywnie do tego nieustannie dąży, nie widząc jak druga strona coraz bardziej boi się tej aktywności? A może od lat miałeś strategię unikania, obracania w żart, bagatelizowania i optymizmu ponad realność, i nie widzisz, że drugą stronę paraliżuje lęk przed zbliżającą się, zbagatelizowaną przez Ciebie „katastrofą”?

Inny problem z tłem rodzinnym w pracy z parą jest taki, że bywa ono używane przeciwko sobie („zachowujesz się jak twoja matka”, „jesteś dokładnie taki sam jak twój ojciec”). To oczywiście droga donikąd, chyba że za cel uznamy rozstanie, rozwód lub nieszczęśliwe małżeństwo. Takie użycie wiedzy o rodzinie partnera nie służy zrozumieniu i współczuciu czy chęci pomocy, a jest – zwykle zresztą w obronie przed własną bezsilnością czy lękiem – atakiem nadszarpującym więź. Tymczasem to właśnie partnerzy mogą dać sobie teraz najwięcej zrozumienia dla dawnego cierpienia, bez oskarżania, a z troską – jeśli tylko zaczną się do siebie ponownie, ale bezpieczniej, zbliżać. Pod aktualnymi zarzutami żony czy męża kryje się zwykle mnóstwo współczucia dla dziecka, jakim byłeś czy byłaś. Dokładnie tak samo, jak Ty zapewne umiesz z czułością spojrzeć na jej / jego trudne doświadczenia z przeszłości. Ale jest i potrzeba, abyś jako dorosły / dorosła bardziej świadomie, i przynajmniej po części inaczej niż do tej pory, budował swoje życie związkowe. Dokładnie tak samo, jak Ty potrzebujesz tego od niej /od niego dla siebie. W gruncie rzeczy jesteśmy w tych trudach i potrzebach dużo podobniejsi, niż nam się wydaje…

Kiedy już udaje się nam oddzielić przeszłość od teraźniejszości, odkryć co parze nie służy i jak oboje partnerzy teraz nieświadomie odtwarzają swoje odziedziczone 'relacyjne wzorce’ – duża część pracy jest już za nami. Łatwiej nam teraz będzie pracować nad tym, żeby w Waszej parze zaczęło się pojawiać jak najwięcej „tysięcy poprawnych powtórzeń” nowych sposobów reagowania na siebie. Takich, które sprawiają, że czujecie się kochani i że chce się Wam żyć ze sobą mimo trudu. To niestety nie żart, to prawda o budowie naszego mózgu. To, co budowało się w nas przez lata, zwykle do około 20-30 r.ż., kiedy stawaliśmy się dorosłymi, zmienia się powoli. Ale zmienia się nieuchronnie, jeśli oboje świadomie się o to staracie.

Jest jeszcze trudna do opowiedzenia, bardziej nieuchwytna część pracy z parą, podobna do pracy z pacjentem indywidualnym. Poza tym, że razem staramy się coś rozumieć i zmieniać i że jest tego rozumienia i zmiany coraz więcej, po prostu jestem dla Was i pomagam Wam być ze sobą w bezpiecznym, bliskim kontakcie. Dzięki temu jest w Waszej relacji więcej tego, co potrzebne do  poczucia bezpieczeństwa: doświadczenia bycia kochanym, rozumianym w swej niedoskonałości i wspieranym w trudnych chwilach. Ważne, aby takie dobre, budujące doświadczenia umieć tworzyć razem, nazywać je (albo chociaż dostrzegać), uczyć się być dla siebie czułymi, bezpiecznymi towarzyszami w życiu. 

Psychoterapia - jak możesz sobie pomóc

Jak długo trwa terapia par?

Pracuję z parą zwykle co dwa tygodnie, czasem na początku co tydzień. Zwykle najpierw proponuję cykl kilku – kilkunastu spotkań. Niektóre pary potrzebują kilku cykli takiej pracy, kolejnych odsłon pogłębiania rozumienia siebie i wprowadzania zmian. Z niektórymi umawiam się, że kończymy pracę, kiedy osiągniemy pożądany dla pary wynik. 

Terapia pary jest przedsięwzięciem raczej długoterminowym, liczonym w miesiącach, a nawet latach. Dzięki temu może przynieść trwałe, stabilne efekty i daje parze poczucie pogłębienia rozumienia siebie nawzajem, odbudowania zaufania czy stworzenia nowych sposobów bycia blisko. Za każdym razem jest to dla mnie niezwykle wzruszające, kiedy mogę w tym parze pomóc i niezwykle uczące, kiedy widzę, jak wspaniałe zasoby i możliwości naprawy mają nawet najbardziej cierpiące pary.

Zapraszam na konsultację pary!

Jeśli Wasza para jest w kryzysie i jeśli trwa on już jakiś czas, to w głębi siebie na pewno sami czujecie, że zwlekanie niczego nie naprawi. Zapraszam do zrobienia pierwszego kroku – do pierwszego spotkania konsultacyjnego dla pary. Możecie zapisać się na nie przez formularz na naszej stronie klikając tutaj. Serdecznie zapraszam, Agnieszka Ancerowicz.

Umów Wizytę

Łódź Warszawa Grodzisk Mazowiecki Grójec Kutno Łowicz Pruszków Rawa Mazowiecka Sochaczew Tarczyn Żyrardów